niedziela, 10 listopada 2013

"Upiór w operze"


Rozpoczynając działalność na tym blogu, już na początku wspominałyśmy, że oprócz książek, będziemy recenzować także filmy. Niedawno oglądałyśmy film pod tytułem " Upiór w operze". Pierwszy raz obił nam się o uszy, gdy znalazłyśmy utwór, a właściwie cover zespołu metalu symfonicznego "Nightwish". Szczerze się tym filmem zainteresowałyśmy i postanowiłyśmy go obejrzeć. Jednak zanim wyrazimy swoją opinię na jego temat, przytoczymy wam ogólny zarys fabuły.

Akcja rozpoczyna się w Paryżu roku 1919 w ruinach teatru, gdzie odbywa się aukcja rupieci ocalałych po legendarnym pożarze. Licytator pokazuje odrestaurowany, kryształowy żyrandol, który był przyczyną tragedii. Potem w dźwiękach upiornej, organowej muzyki zostajemy przeniesieni w przeszłość. Żyrandol znów dumnie wisi na kopule sali, siedzeń nie pokrywa kurz, a świece rzucają mroczne cienie po całej scenie. Tak oto przenosimy się do 1840 roku, na dłuższy czas przed pożarem.
Stary właściciel teatru przechodzi na emeryturę i zapoznaje cały skład artystów z nowymi posiadaczami i patronem opery, przystojnym Raoul'em. La Charloccie, czyli naszej primadonnie od razu coś nie pasuje i odchodzi z przedsięwzięcia. Na jej miejscu pojawia się Christine - sierota i niedoceniona artystka o anielskim głosie. Skrywa ona jednak pewien sekret. Od śmierci ojca, we śnie i na jawie spotyka anioła muzyki , który uczy ją śpiewu. 
Christine od razu poznaje Raoula, gdyż za życia jej ojca , jeszcze w dzieciństwie, był jej wielką miłością. Chłopak także ją rozpoznaje i postanawia zaprosić dziewczynę na randkę. Na ich drodze staje Upiór Opery, ujawniając się Christine. Otóż to on ofiarował jej dar pięknego głosu. Jej anioł okazuje się być mężczyzną z maską zakrywającą pół twarzy. Od tego czasu notorycznie stara się rozdzielić parę kochanków, gdyż sam jest w niej zakochany.
Tym samym wzbudza lęk wszystkich dookoła ze środowiska opery. Upiór nie ogranicza się do samego straszenia. Dochodzi do morderstwa. Postanawia porwać biedną Christine, jednak Raoul broni ją i podczas zaciętej walki pokonuje Upiora, ale mężczyznę nawet przegrana nie powstrzymuje. Właściciele opery, zaalarmowani tym iż ich upiór to nie żaden duch, lecz zwyczajny człowiek postanawiają się z nim rozprawić,odgrywając sztukę, którą sam napisał. Na przedstawieniu wszystko idzie należycie. Upiór zwabiony w pułapkę pojawia się na premierze i odgrywa główną rolę męską. Jednak Christine robi coś czego nikt, a na pewno on, się nie spodziewał.
Zaskoczony mężczyzna w panice rozcina linę, na której zwisa żyrandol i powoduje pożar. Wykorzystując zamieszanie porywa dziewczynę. Raoul próbując ją uratować, zostaje schwytany. Upiór każe jej wybierać. On, albo życie ukochanego.

Nie każdy potrafi zrozumieć operę. Rządzi się ona swoimi prawami i naturalne, że nie każdy je akceptuje.Jeszcze kilka stuleci temu, była dostępna jedynie dla klas o wyższym statusie. I choć dziś jest powszechnie dostępna, niektórzy nadal w to wierzą. Może to dlatego obawiałyśmy się, że będziemy jednymi z tych, którym nie dane jest ją pojąć przy pierwszym spotkaniu. Dotąd  słyszałyśmy pogłoski o niej i widziałyśmy jedynie fragmenty. Dlatego staramy się teraz wyrazić opinię tak, by była zgodna jednocześnie z naszym obiektywizmem, jak i z subiektywizmem.
W pierwszej połowie tego filmu naprawdę nie wiedziałyśmy co mamy o nim myśleć .Zwykle bywa tak, że z góry potrafimy określić, kto jest tym dobrym lub złym. Jednak nie w tym przypadku. Nie rozumiałyśmy upioru i przerażało nas jego zachowanie, jednak bywały chwile w których mężczyzna tak zmienia swoje postępowanie, że gdybyśmy poznały go od nich, uznałybyśmy  iż jest to postać idealna.  Christine też była dla nas ciekawą zagadką. Z jednej strony zakochana w przystojnym, pełnym zalet Raoul'u, z drugiej zauroczona lekko niepokojącym mężczyzną, którego uważa za swojego anioła muzyki. Nie potrafiłyśmy jej zrozumieć i być może reżyser właśnie tego pragnął. Może chciał wzbudzić w widzu wątpliwości, by dopiero później oświetlić jego spojrzenie na tę operę. 
Jeśli tak, to wykonał to doskonale. W połowie filmu węzeł gordyjski scenariusza się rozplata. Poznajemy tragedię Upioru i zaczynamy patrzeć przychylniejszym wzrokiem na jego postępowanie. Nie umiałyśmy ocenić (i chyba dalej nie potrafimy), która miłość jest właściwsza. Upioru, czy
Raoul'a ?

Konkretyzując całość sztuki, akcja rozgrywa się dosyć powoli, jest jednak naprawdę interesująca. Z pewnością zasługuje na miano dramatycznego dzieła, gdyż w większości momentów przeżywałyśmy wszystkie emocje, jakie odczuwali bohaterowie. 


Zakochałyśmy się w scenografii. Ciepłe zakamarki wyzłoconej opery dopełniały uroku, a tajemnicze podziemne kanały i korytarze przyprawiały o gęsią skórkę. Oglądając, niemal czułyśmy jak przenosimy się do 1840 i żyjemy sceną.


Film zasługuje na pełne uznanie i byłybyśmy potworami, gdybyśmy dały mu mniej niż 10/10 

P.S.: Oglądałyśmy film z lektorem i uważamy, że mówca w tle całkowicie psuje efekt i dodawanie go, zwłaszcza do musicalu powinno być zabronione !












Buziaki i uściski :* <3
Rosario & Clarily

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz