wtorek, 27 stycznia 2015

Something about #1 Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata


Czołem, kochani!

    Patrząc na ten post pewnie zastanawiacie się, o co chodzi. Skąd to całe Something about? Czemu zostawiłyśmy Was z jakąś grafiką zamiast recenzji? Już spieszymy z wyjaśnieniami! 
  Od dawna planowałyśmy wprowadzić coś w rodzaju substytutu od zwyczajowo "długich" recenzji - coś, czego będzie można użyć, by przedstawić książkę w prosty, a zarazem szybki sposób. 
    Tak właśnie narodziło się Something about, czyli recenzja w pigułce! Mamy nadzieję, że nasz pomysł przypadnie Wam do gustu :) 

Tymczasem - na pierwszy ogień trafia Angelfall autorstwa Susan Ee:









poniedziałek, 12 stycznia 2015

"Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń"

Tytuł: Gwiazd naszych wina
Oryginalny tytuł: The fault in our stars
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy las
Data wydania: 6 lutego 2013


Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.
Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.


Ciekawy opis? Zatem zajrzyjmy głębiej


     John Green to autor wielu wybitnych dzieł literatury amerykańskiej, między innymi Szukając Alaski, Papierowe miasta, 19 razy Katherine i (recenzowane w tym momencie) Gwiazd naszych wina. Jestem przekonana, że słyszeliście wiele opinii na temat tejże powieści,  o jej zarówno pozytywnych, jak i negatywnych stronach.
Pierwszym, co urzekło mnie podczas lektury Gwiazd naszych wina, był charakter Hazel. Niewiele chorych na raka osób potrafi tak otwarcie patrzeć w oczy śmierci i mówić jej: "Cześć! Poczekaj jeszcze chwilę, za moment przyjdę. Przygotuj jakiś film, może zrobisz popcorn?". Do dziś ciężko mi stwierdzić, czy jej sposób bycia był bardziej pesymistyczny czy po prostu do bólu realistyczny, choć mocniej stronię do drugiej opcji. To było niesamowite, jak gładko, bez ogródek wypowiadała się o swojej śmierci, często zaskakując tym swoich najbliższych, którzy wciąż nie mogli znieść myśli, że za jakiś czas nie będzie jej wśród nich.
Sądzę, że opowieść o Hazel i jej przyjaciołach jest wyjątkowa, gdyż ukazuje codzienną rzeczywistość człowieka chorego na nowotwór, jego problemy i uczucia. Dzięki temu, możemy zbliżyć się do zrozumienia go, oczywiście  nie w pełni, gdyż całkowicie zrozumieć go może tylko osoba, przechodząca te same zmagania. Jednak autor niemal nam to umożliwił, wybierając typ narracji pierwszoosobowej. Sprawił, że czytając, jesteśmy z jej bohaterem jednym ciałem i przeżywamy jego historię - nie doświadczymy tego, oglądając film czy czytając komiks.
Dlaczego jeszcze ta książka jest wyjątkowa? Może choćby ze względu na wydarzenia, jakie się w niej rozgrywają. Mamy parę nastolatków, której jedynym  pragnieniem jest życie! Podczas gdy ich zdrowi rówieśnicy narzekają, że rodzice nie chcą kupić im nowego iPhona 6 i uważają to za ich największy życiowy problem, te dzieciaki walczą o każdy kolejny dzień i to chyba najbardziej porusza przeciętnego zjadacza chleba, czytającego tę książkę. Reasumując, jest to książka, która rozbawi was i rozsmuci do łez. Słowo daję, były momenty, podczas których śmiałam się tak, że rozbolał mnie brzuch i takie, że płakałam jak dziecko, zastanawiając się, dlaczego Bóg jest tak niesprawiedliwy. Innymi słowy, feeria uczuć. Ta powieść zasługuje na rekomendację, gdyż pod wieloma względami, zmienia każdego człowieka na swój własny, często  odmienny sposób. Zaczynamy doceniać własne szczęście, cieszyć się z choćby przeciętnego dnia, jednocześnie stając się bardziej empatyczni i choćby z tego powodu, wszyscy powinni przeczytać tę książkę!

Recenzencki pięciokąt - GNW.png












sobota, 13 grudnia 2014

Zapowiedź - Eleonora i Park. Rainbow Rowell

Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.

Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.

Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.

//za informacje dziękujemy witrynie Bookgeek - naszym skromnym zdaniem, najlepszej stronie o książkach.

niedziela, 7 grudnia 2014

Z powrotem!

Kochani fani naszego bloga!

     Bardzo przepraszamy, za słabą aktywność na blogu ostatnimi czasy. Nie ukrywamy, było to po części spowodowane delikatnym lenistwem z naszej strony, ale także faktem, iż mamy naprawdę masę nauki i naszym udziałem w konkursie kuratoryjnym z języka polskiego.
    W każdym razie, liczymy, że nie gniewacie się na nas zbyt mocno i obiecujemy, że się poprawimy, a recenzji na blogu będzie znacznie więcej, niż jest dotychczas ;)

     Swoją drogą, jak tam u was? Czujecie już święta?

wtorek, 14 października 2014

"Jeżeli ja jestem mrokiem, ty jesteś gwiazdami"

Tytuł: Piekło Gabriela
Oryginalny tytuł: Gabriel's Inferno
Autor: Sylvain Reynard
Wydawnictwo: Muza S.A.
Data wydania: 6 lutego 2013



Profesor Gabriel Emerson, cieszący się sławą i poważaniem ekspert od twórczości Dantego, prowadzi podwójne życie: za dnia jest ustatkowanym, szacownym uczonym, zgłębiającym tajniki utworów włoskiego mistrza, nocami oddaje się wyuzdanym przyjemnościom, poszukując rozkoszy wszędzie, gdzie można ją znaleźć. Jednocześnie w jego duszy trwa zacięta walka między jasnymi i mrocznymi cechami jego charakteru; pamiętając o swojej niechlubnej przeszłości i zdając sobie sprawę z niemoralnego postępowania w teraźniejszości, profesor popada w coraz głębszą frustrację, lęka się bowiem, że szansa na zbawienie jego grzesznej duszy oddala się z każdym dniem.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w jego życiu pojawia się słodka i niewinna Julia Mitchell. Zafascynowana dystyngowanym profesorem studentka, uczęszcza pilnie na jego wykłady, ale los sprawia, że pewnego dnia ich wzajemne relacje przenoszą się na inny, znacznie bardziej intymny, poziom. Sytuację komplikuje fakt, że Julia i Gabriel zetknęli się już wcześniej, przed wielu laty; tamto spotkanie, pozornie nieistotne i mało znaczące, okazuje się punktem zwrotnym w życiu obojga. Teraz, kiedy ich drogi ponownie się przecięły, rozpoczyna się nierówna gra, w której dzika namiętność i mroczne pożądanie muszą się zmierzyć z dziewczęcą naiwnością i szczerą, choć starannie skrywaną, miłością. "Piekło Gabriela" to także fascynująca, wciągająca opowieść o próbie ucieczki przed demonami dręczącymi człowieka, który, folgując swoim żądzom i realizując wymyślne fantazje seksualne, jednocześnie w głębi duszy pragnie wybaczenia i prawdziwej miłości.

Zacznę od tego, że na najnowszej okładce tejże powieści napisane jest tuż u góry: "Diabelski erotyk". Wybaczcie mi, ale nie potrafię się zgodzić z tym twierdzeniem. Gdy sięgałam po ten wolumin miałam mieszane uczucia. Dzisiejsze książki o tematyce erotycznej są mniej lub bardziej podobne do bestsellerowych Pięćdziesięciu twarzy Grey'a (dwa słowa: odgrzewane kotlety). Wszycy autorzy klepią tą samą, nudną już formułkę. Niewiele czasu i kartek poświęconych na fabułę, znacznie więcej na sceny seksu. Tu było inaczej. Byłam mile zaskoczona, iż autor zaczekał ze wszystkim do samego końca i nie było to w żadnym razie brutalne sado-maso, czyli (przepraszam za wyrażenie) pieprzenie się, lecz czułe i intymne współżycie. I wcale nie było o nie tak łatwo. Niepewnej siebie Julii, która w przeszłości przeżyła jedno odtrącenie przez pijanego wtedy Gabriela, a potem okrutne traktowanie przez chłopaka ciężko było ponownie zaufać. 
Drugą zaletą jest zdecydowanie charakter głównej bohaterki. Dwudziestotrzyletnia Julia Mitchell to nieśmiała, zamknięta w sobie i do bólu wyrozumiała dziewczyna, która swoją pobłażliwością i ufnością niejednokrotnie napytała sobie biedy. Zaczyna uczęszczać na wykłady profesora Emersona, w nadziei że ten pozna ją po ponad pięcioletniej rozłące. Otóż Gabriel, zanim rozpoczął swoją karierę profesora Uniwersytetu w Toronto w pewien Dzień Dziękczynienia pokłócił się z bratem wywołując spore zamieszanie i zmieniając tamten wieczór w koszmar. Julia, która została zaproszona na wspólny obiad, znająca dotychczas Gabriela jedynie ze zdjęć odnajduje go,  zatapiającego żal w alkoholu. Wspólnie idą do sadu za domem. Nastolatka od razu się w nim zakochuje. Zmęczeni  poprzednimi wydarzeniami usypiają w swoich ramionach, jednak Julia budzi się samotnie.
Niestety, mężczyzna zachowuje się wobec niej niezwykle grubiańsko, roztrzaskując marzenia Julii na drobne kawałeczki, niczym stłuczona szyba. 
Jednak z czasem bohaterowie przekonują się do siebie, a prowadzący dotychczas swawolne życie, prowadzące go z każdym krokiem do potępienia Gabriel zaczyna odczuwać zazdrość wobec nienależącej do niego Julii. Dobrze myślicie! Profesor zakochuje się w Julii, która jest dla niego światłem w pełnej mroku egzystencji. Stara się ponownie zdobyć zaufanie dziewczyny, jednak czasem jego błędy doprowadzają ją do głębszej rozpaczy.
Jeśli chodzi o sprawy techniczne, książka posiada narrację w trzeciej osobie, co jest pewną zaletą, gdyż daje nam to możliwość poznania uczuć wszelkich bohaterów, nie tylko Julii. 
Poza tym bardzo zaimponował mi wysoki zasób wszelko poziomowego słownictwa. Autor zdolnie pisał proste zdania, jednak często zawierające skomplikowane wyrazy, których dokładnego znaczenia mogłam się jedynie domyślać. 
Reasumując, od dawna nie czytałam tak dobrej książki! Jest to powieść przy której śmiałam się do bólu brzucha i płakałam jak małe dziecko. Możecie wierzyć lub nie, ale ta książka naprawdę mnie zmieniła. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat, bardziej się szanować i stałam się znacznie odpowiedzialniejsza. Co do ostatniego, tak przynajmniej twierdzą moi bliscy. Zakochałam się w twardym i czarującym Gabrielu Emersonie, a Julia Mitchell stała się dla mnie wzorem do naśladowania. Ogółem mówiąc, jeśli chcecie przeżyć niesamowitą, pełną zwrotów akcji historię, to ze szczerym sercem polecam wam tą właśnie książkę!


//Rosario 










niedziela, 6 lipca 2014

"Każdy jest trochę szalony. Jedyna różnica między nami a nimi jest taka, że oni ukrywają to lepiej."

Tytuł:Mara Dyer - Tajemnica
Oryginalny tytuł: The Unbecoming of Mara Dyer

Autor: Michelle Hodkin
Wydawnictwo Simon & Schuster
Data wydania: 27 września 2011


***

Opis książki ( przetłumaczony z języka angielskiego ):

Mara Dyer nie sądziła, że w życiu może być coś dziwniejszego niż obudzenie się w szpitalu zupełnie nie pamiętając jak się tam znalazła.

Może.

Mara wierzy, że to musiało być coś więcej niż wypadek, lecz nie pamięta przez co zginęli jej przyjaciele i dlaczego ona wyszła z tego wszystkiego bez szwanku.

Było.

Mara nie wierzy, że po tym wszystkim co przeszła będzie mogła jeszcze kiedykolwiek się zakochać. 

Jest w błędzie.


***
Brzmi interesująco, nieprawdaż? Rzućmy więc okiem na pierwszą stronę:

     Powieść Michelle Hodkin intrygowała mnie już od bardzo dawna. Pierwszy raz zetknęłam się z nią przeglądając zdjęcia na portalu Tumblr - klimatyczna okładka od razu rzuciła mi się w oczy. Nie zastanawiając się długo wpisałam imię autorki w wyszukiwarkę, spodziewając się tysiąca wyników z polską wersją. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego rozczarowania, kiedy dowiedziałam się, że The Unbecoming of Mara Dyer nie zostało jak do tej pory wydane w naszym kraju. Ze smutkiem odłożyłam rozmyślania na jej temat na rzecz innych książek, które mogłyby mnie zainteresować, jednak co jakiś czas mi o sobie przypominała - okładką, editem z nią związanym czy wzmianką na jakimś forum lub stronie internetowej. W końcu, dzięki jednej z naszych czytelniczek, którą serdecznie pozdrawiam, wpadł mi w ręce e-book pierwszego tomu trylogii o Marze, przetłumaczony na język polski.

    Mara Dyer to szesnastolatka, która uwielbia rysować, ma dwóch braci i cudem przeżyła zawalenie się nieczynnego szpitalu psychiatrycznego, który pogrzebał pod sobą jej najbliższych znajomych. Wszystko zaczęło się w urodziny jej przyjaciółki - Rachel. Kto by pomyślał, że niewinna zabawa z tablicą do wywoływania duchów sprawi, że pół roku później Mara wyląduje na drugim końcu kraju zmagając się ze stresem pourazowym i czasem będzie widziała twarze zmarłych kolegów? Ba, lepiej! Kto spodziewałby się, że dziewczyna - ku własnemu przerażeniu, odkryje w sobie zabójczą zdolność, której nie będzie mogła kontrolować?   
    Niepokojące halucynacje oraz ciągłe podejrzenia rodziców, bojących się o jej zdrowie psychiczne wcale nie pomagają jej zaklimatyzować się w nowym miejscu. Jest też Noah Shaw - arogancki i irytujący brunet o niebieskich oczach, z którym może łączyć ją więcej niż mogłoby się wydawać...

    Można byłoby założyć, że to kolejny typowy paranormal z tanim wątkiem romantycznym, jednak ja pokładałam w tejże pozycji naprawdę wielkie nadzieje. Teraz, z ręką na sercu przyznaję, że treść przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Już po przeczytaniu wstępu wiedziałam, że zakocham się w tej książce. Styl pani Hodkin jest prosty, akcja toczy się szybko i płynnie, a przy tym niebezpiecznie wciąga. Ogromnym plusem dla niej są opisy halucynacji i przywidzeń głównej bohaterki, podczas których czytelnikowi dreszcz przebiega po plecach. W niektórych momentach zastanawiałam się, czy przypadkiem sama nie jestem szalona. Mroczny klimat w którym zachowana jest cała treść tylko dodaje temu wszystkiemu uroku.

    Bardzo spodobała mi się również kreacja głównych bohaterów. Mara, chociaż wydaje się być tym typem dziewczyny, która czeka aż ktoś rozwiąże za nią wszystkie jej problemy, ma silny charakter i zaciekle dąży do tego by rozwiązać zagadkę, w którą została wplątana. Noah zaś okazuje się być człowiekiem o wielu twarzach - i dobrych, i złych. Dopiero miarę czytania dowiadujemy się więcej o jego prawdziwej naturze. Niewątpliwie przywiązałam się do tej dwójki oraz reszty postaci - każdy zdobył moją sympatię już od pierwszego spotkania.

  Niewiele książek wywołało we mnie takie emocje jak "The Unbecoming of Mara Dyer". Opowieść ani na minutę nie chciała opuścić mojej głowy, sprawiając, że połknęłam ją w jeden dzień. Zakończenie pozostawiło po sobie ten specyficzny niedosyt, który wręcz każe od razu sięgnąć po drugi tom. Czemu żadne wydawnictwo do tej pory nie przetłumaczyło historii Mary na język polski? Nie mam pojęcia. Idąc do księgarni i przeglądając książki widzę setki łudząco podobnych do siebie powieści. To naprawdę wielka szkoda, że perełki takie jak Mara marnują się w ich cieniu, skryte przed polskimi czytelnikami. Pozostaje mi nadzieja, że ktoś w końcu zainteresuje się tą serią, bo gwarantuję wam: nie wiecie co tracicie.


Moja ocena: zasłużone 10/10.


Clarily







P.S. Recenzja została umieszczona 7 czerwca, jeszcze zanim dowiedziałam się o tłumaczeniu książki Michelle Hodkin na język polski przez GW Foksal. Niesamowicie się z tego cieszę i już czekam na swój egzemplarz :)


sobota, 5 lipca 2014

"Pamiętajcie, że każda rzecz, zarówno dobra, jak i zła, ma swoje konsekwencje"*

Tytuł: Dama w purpurze
Oryginalny tytuł: A Daring Passion
Autor: Rosemary Rogers
Data wydania: 29 czerwca
Wydawnictwo: Mira

Pewnie pamiętacie, choćby z dziecięcych lat historię Robin Hood'a i jego bohaterskiej drużyny. Przygody tych ludzi ekscytowały zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. Rabując pyszałkowatych i egoistycznych bogaczy, a oddając łupy biednym, stali się symbolem walki z niesprawiedliwością i ubóstwem.

Od wieków pasjonowały reżyserów, artystów, w tym także pisarzy. Rosemary Rogers w swojej powieści pod tytułem "Dama w purpurze" przedstawiła nam nieco różniącą się od klasycznych wersji, alternatywną wersję kochanej przez setki lat historii.


Życie Raine wywraca się do góry nogami, gdy pewnego niespokojnego wieczoru dowiaduje się od postrzelonego ojca, iż jest on Łotrem z Knightbridge - słynnym bohaterem, rabującym przejeżdżające powozy dostojników i oddając skradzione kosztowności uboższym sąsiadom. Dni jego przestępczej kariery są policzone, gdyż jego śladem podąża nieustępliwy sędzia, który już podejrzewa Josiah'a.
Jednak Raine, mimo iż martwi się o rodzica, nie roztkliwia się nad jego losem i postanawia sama zgubić sędziego, zastępując ojca i kontynuując dzieło Łotra. Z początku wszystko idzie całkiem sprawnie do czasu, aż  Raine natrafia na powóz Philippe'a Gautiera. Złapana w pułapkę nie ma wyboru i musi wyjawić swoją tożsamość i sekret.
Młody arystokrata urzeczony urodą Raine składa jej propozycję, która może ocalić honor obu rodzin. Od tego czasu życie zarówno Raine, jak i Philippe'a jest pełne poświęceń, wyrzeczeń, sprytu i przygód, zarówno tych zabawnych, jak i niebezpiecznych.

Książka od pierwszej, do ostatniej strony wprost mnie zniewoliła. Czytałam ją wszędzie! W szkole, w domu, w autobusie. Złapała mnie w swoje sidła i nie chciała wypuścić, aż do zamknięcia woluminu. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego.
Przede wszystkim urzekł mnie charakter i sposób bycia Raine. Jest to dziewczyna samodzielna i samowystarczalna, pełna sprytu, który pomaga jej wyjść z nawet najcięższej sytuacji. Nigdy nie chciała być zależna od mężczyzny i do tego dążyła w swoich działaniach. Nawet pod opieką Philippe'a buntowała się, sprzeciwiała i zawsze stawiała na swoim.
Drugim faktem jest dynamiczność postaci, mianowicie młodego Gautiera. Zanim poznał Raine był zdyscyplinowany, wiecznie opanowany i apodyktyczny. Gdy bohaterka stanęła na jego drodze, miał do czynienia z równym sobie pod względem upartości. Nauczył się iść na kompromis, uwzględniać pomysły innych, a także być spontanicznym.

Reasumując, niezwykłą przyjemnością było dla mnie zagłębić się w tą szesnastowieczną powieść - w mroczne uliczki rojące się od rabusiów, w elegancko wystrojone pałace, szykowne suknie i polityczne intrygi.

Autorka umiejętnie posługiwała się informacjami historycznymi, maksymalnie je wykorzystując, dzięki czemu miałam fascynujące wrażenie cofnięcia się w czasie. Uciekłam od telefonów, samochodów i innych nowinek technologicznych, zagłębiając się w listy, konne powozy i skomplikowany ubiór. Była to wspaniała podróż, którą polecam każdemu! Moim zdaniem : 7/10
Rosario





*P.C. Cast - "Spalona"